Esencja życia i młodości. Przeżyj jeszcze raz wszystkie młodzieńcze przygody
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dach akademika

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kami-Sama
Bóstwo
avatar

Posty : 91

PisanieTemat: Dach akademika   17/5/2016, 13:13

Miejsce to w przeciwieństwie do dachu szkolnego jest niebezpieczne. Brakuje tu barierek odgradzających od skraju dachu. Wyjście na dach jest dokładnie zamknięte. Zamek ma jednak swoje lata i niektórzy uczniowie wiedzą jak prześlizgnąć się na dach.
Powrót do góry Go down
http://fourseasons.forumpolish.com
Marco
Buntownik
Buntownik
avatar

Posty : 43

PisanieTemat: Re: Dach akademika   1/6/2016, 08:56

Po tym jak opuścił łazienkę, wszedł na dach akademika. Zimne powietrze przyjemnie owiało mu twarz. Marco zrobił jeszcze kilka kroków dalej, by w końcu zatrzymać się niedaleko niechronionego niczym brzegu dachu i usiąść. Wyjął z kieszeni papierosa i zapalając go, przyłożył do ust, by zaraz wypuścić z nich obłoczek dymu. Najchętniej nigdy nie schodziłby stąd na dół, ale ponieważ był sobą, to wiedział, że gangsterzy nie mogli płakać. Taka była zasada. Gdyby był słaby, już dawno zdechłby na ulicy, a jednak teraz trawiła go dziwna mieszanka uczuć, złożona ze złości, zawstydzenia i strachu. 
Dym od papierosa, nieprzyjemnie ranił jego płuca, jednocześnie będąc z pewnym sensie pozytywnym doznaniem. Zaraz jednak poranny wiatr zawiał mocniej, a Marco żałował, że nie założył rano czapki, tak jak zwykł to robić. Mokre włosy w zimny dzień nie były dobrym pomysłem, ale schodzenie na dół po cieplejsze ubrania było ostatnią rzeczą na jaką miał ochotę.
Powrót do góry Go down
Keiko
Vice-przewodniczący
avatar

Posty : 22

PisanieTemat: Re: Dach akademika   1/6/2016, 17:41

- No bo pełnia jest raz w miesiącu, czasem nawet dwa, a ty... Nie patrzysz na innych, jakbyś się utożsamiał, czy coś. - Keiko widziała, że póki co nie ma się czego obawiać. Chociaż, może to była kwestia przytępiającego umysł leku? Nie, Marco teraz wyglądał niegroźnie. Znaczy, pomijając fakt, że codziennie wyglądał jak metr i sześćdziesiąt centymetrów żywego wkurwu, bo teraz wyglądał właśnie tak, jak na co dzień, a nie jak przed chwilą. Nie widziała już w nim tego psychicznego gościa, za którego mogłaby go wziąć przed chwilą. Teraz miał tak samo wyjebane, jak zawsze jej się wydawało, że miał.
- Nieee tam, gdzie, ja nie o tym teraz - machnęła ręką, po czym zastanowiła się chwilę. - Znaczy, o tym też, bo płaczę czasem, ale raczej nie dlatego... - zamyśliła się przez krótki moment nad własną wypowiedzią, która była wypowiedziane podejrzanie lekkim tonem i odbiegła w dziwną, pełną dygresji stronę. Musiała się skupić, bo leki już, już były u progu jej klarownego umysłu. "Klarowny, jak masło, hehe. Albo klarowany?" Zamrugała, żeby otrzeźwieć i miała kontynuować wypowiedź, najpierw upewniając się, że jej rozmówca wciąż stoi w tym samym miejscu. Stał, a więc mogła mówić dalej. 
- No tosz przecież ja już nic nie mówię - wzruszyła ramionami, jakby to było oczywiste. Dla niej było, ale jakoś wyleciało jej z głowy, że ludzie mogli nie czytać w jej myślach. Bo tam dziewczyna już postawiła sobie krzyżyk, że nie powie ani słówka o przeszłości. No chyba, że jej się Niemiec zacznie jakoś rozlewać, wtedy może wymknie jej się tak z pół słowa. Albo i całe, kto wie tam te rozmowy po dziwnych sytuacjach w żeńskich łazienkach. Chwała niebiosom, że nikt nie zdecydował się wejść za potrzebą, kiedy oni w niej stali. Uzewnętrznianie się przy osobach trzeci niosło całkiem sporą liczbę zagrożeń. 
Jak gdyby nigdy nic, pozwoliła mu koło siebie przejść, wpadając w konsternację na temat tego, co powiedział. Wykluczenie uśmiechania nie wchodziło w grę, ale kurcze, kraina udawanego szczęścia już się dla niej zamknęła. Rok w szpitalu nie zmienił jej stosunku do smutku. Dalej nienawidziła go u siebie i innych. Zreformowało się jej podejście do całego świata. Mogła wciąż się uśmiechać i udawać debila, ale teraz była konsekwentna. Nie decydowała się na przekonywanie wybrańców, o swoim rzekomym intelekcie. No, dokładnie, tak by mogła Marco powiedzieć, gdyby jeszcze tu był. Ten jednak wymaszerował, rzucając wzmiankę o przeszłości i ironiczny, śmieszniutki komentarz. Jeszcze drzwi zrobiły mu wyjście, bo skrzypnęły. Był to dźwięk bezpowrotnie zamykającego się za nim rozdziału. Albo wręcz zamykanej księgi życia. Za płozami drzwi żeńskiej łazienki, sięgnął po następny wolumin, w którym jego egzystencja miała się dopiero zacząć... "Ja pierdzielę, Kei, shut the fuck up." - upomniała się w myśli za durne, patetyczne myśli i obróciła się, odpychając drzwi ramionami i podążając za Dunem, który widocznie nie zmierzał jeszcze na lekcje. Ona jeszcze ich nie miała, wiec mogła poganiać za chłopakiem, przynajmniej dopóki leki nie zwalą jej z nóg do końca.
Więc wlazła za nim aż na dach akademika. Sforsowanie schodów jednak zajęło jej chwilę, przez co Marco pewnie zdążył się już tak trochę zorganizować. W końcu, kiedy capnęła klamkę następnych drzwi i je otworzyło, dreszcze aż nią wzdrygnęły. Nie było zimno, ale rześko już zdecydowanie tak. Zwłaszcza bez koszulki, jeszcze raz podziękowania dla Marco. Lubiła tamtą bluzkę, meh. 
Zamknęła za sobą drzwi i oparła się o nie, zbita następnym zawrotem głowy. 
- Miałam na myśli przeszłość w ogóle - powiedziała, a raczej zawołała do Marco od drzwi. Pewnie usłyszał, nie była tak znowu daleko, żeby się musieć drzeć. Światło znowu nieprzyjemnie podrażniło jej oczy, więc je zmrużyła. Chłopak palił? Wszystko jedno. Podobno wszystko jest dla ludzi, także jak chciał, to bardzo proszę. Co tam, że do pełnoletniości w oczach prawa mu chyba jeszcze zostało, ona też nie była do końca na legalu całe życie.
Powrót do góry Go down
Marco
Buntownik
Buntownik
avatar

Posty : 43

PisanieTemat: Re: Dach akademika   1/6/2016, 22:23

Nie odwrócił się w jej stronę, choć usłyszał, że weszła na dach za nim.
- Nie masz lekcji? - mruknął, wydmuchując ustami dym z papierosów. Nie był pewien czy oczekiwał odpowiedzi, dla niego posiadania czy nie posiadanie zajęć, nie robiło większej różnicy. Ba! Miał nawet teraz... matematykę chyba? Być może powinien i na nią pójść, ale do tego musiałby się ubrać i znaleźć książki, a zanim by to zrobił, byłoby już 15 minut do dzwonka i zwyczajnie by się nie opłacało. 
Chłopak oparł łokieć na kolanach, a wiatr pognał dym wypuszczony z jego ust na prawo, robiąc miejsce po jego lewej wolne od papierosowych oparów. Keiko najwyraźniej nie miała jednak ochoty obok niego siadać, bo pozostała w pozycji stojącej, a przynajmniej tak Marco się wydawało, bo nie odwrócił się by na nią spojrzeć. 
- Po co rozmawiać o przeszłości? Nie da się jej zmienić. To przyszłość jest tą, która wygląda całkiem nieźle. Jest pełna nieskończonych możliwości. - nie lubił swojej przeszłości. Była brudna, skomplikowana i dość długa, a jednak nie umiał o niej zapomnieć. Starał się, ale siłą rzeczy ta, co jakiś czas przyciągała go ku ziemi, kazała wyłapywać szepty wiatru i bezsensowne opowieści drzew ocierających się o siebie. Mówiła by rozszyfrowywać dziwne kody, próbować złożyć w całość to, co się rozpadło. Ale to było zupełnie bezcelowe. Przeszłość była wyłącznie ciężarem: kulą u nogi, kamieniem u szyi.
Dun odczekał jeszcze chwilę i dopiero po kilku sekundach rzucił okiem za siebie. Oczywiście nie dosłownie Złapał spojrzenie Keiko też niedosłownie  i uśmiechnął się tym swoim typowym, szelmowskim uśmieszkiem, godnym szkolnego łobuza. Ale czy nie nim właśnie był? Buntownikiem, który ledwo zdawał do następnej klasy? Który po szkole nie miał nic czym mógłby się zająć? Który nie będzie miał nawet złamanego grosza gdy wypuszczą go z tego liceum? Który znów będzie psem, którego wyrzucono na ulicę? Nie zastanawiał się nad tym, choć być może powinien. Gdzieś w głębi martwił się, że ziemia odwyknie od dotyku jego nóg, miasto zapomni zapachu jego ciała. A ludzie? Może przez chwilę coś o nim powiedzą, może będą dziwić się jego śmierci, może nie, ale ostatecznie - zapomną. Bał się, że wszyscy pogrzebią go w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi jego ciało o ile w ogóle to zrobią. Zostanie po nim puste miejsce we wszechświecie, które prędko uzupełnione zostanie kimś nowym.
- Po co za mną przyszłaś, K? - mruknął cicho, znów odwracając od niej wzrok, wypuszczając z ust dym papierosa i spoglądając przed siebie.
Powrót do góry Go down
Keiko
Vice-przewodniczący
avatar

Posty : 22

PisanieTemat: Re: Dach akademika   2/6/2016, 17:22

Nie odpowiedziała na jego pierwsze słowa po jej przyjściu. Nie zrywała się z lekcji, zresztą, chłopak pewnie i tak był tym średnio zainteresowany. Według Kei to było jedno z tych pytań w stylu: "absolutnie mnie to nie obchodzi, ale spytam z przyzwyczajenia". Sama czasem zadawała takie pytania, potem prychając na siebie za debilne pomysły na integrację. Zazwyczaj bowiem nie miała ochoty słuchać odpowiedzi. Niby to kilka sekund z życia nie zrobiłoby jej różnicy, ale... Skoro jej na nich zależało, to najwyraźniej robiło, nie?
Parsknęła cichym śmiechem, słysząc wypowiedź chłopaka. Zabawne, że słyszała wypowiedź niemal jak od jakiegoś coucha z ust gościa, który ją przed chwilą napadł. Chyba, że właśnie tego typu napaści rozumiał jako nieskończone możliwości. Pewnie wchodziło w grę takie spędzanie czasu. O ile się było socjopatą, albo psychopatą. Inaczej Keiko raczej wykluczała próby ataków na swoich szkolnych kolegów z zamiarem naruszenia ich intymnych prywatności. Groziła Marco, że odwdzięczy się takim samym zdarciem ubrań, no ale przecież nie miała na to szans. Jej ramiona to były jakieś witki, a nie faktyczne, tęgie, sportowe ramię. Powtórzyła sobie, że to kwestia czasu, jak wróci do normy i wróciła do powolnego rejestrowania słów chłopaka.
Ucieszyła się, kiedy chmury zasłoniły słońce. Zrobiło się trochę chłodniej, ale lepiej odrobinę zmarznąć, niż cierpieć katusze od światła. Przynajmniej w jej wypadku było to lepsze. Innym pewnie bardziej pasowała wysoka temperatura, ale natura zdawała się teraz trzymać jej stronę. Miło z jej strony, bardzo miło.
Nie zauważyła, że na nią zerknął, bo akurat przykryła powieki dłońmi, chcąc przez chwilę ochłonąć od ilości docierających promieni słonecznych. Mutacja mogła być niewygodna, ale mimo tego cieszyła się, że padła jej ofiarą. Pozwalało jej to na naturalne wyróżnianie się z tłumu, bez korzystania z soczewek i innych takich. Ostatnio zastanawiała się nad próbą noszenia jakichś zerówek, bo mogło okazać się, że będą bardzo wygodne. Albo, mogło być też tak, że jeszcze zwiększą nasilenie bólu i dziewczyna będzie łzawić niczym Niagara po zdjęciu ich. Ale nie była to pora, na rozmyślenia, bo Marco znowu zaczął mówić.
- Oj, "po co" i "po co" - westchnęła, opuszczając dłonie i opierając je na drzwiach. - Tak wyszło, że przyszłam i tak wyszło, że przeszłość trochę się ciągnie. Nic nie zrobisz z tym, że za tobą poszłam, ani... Prawdopodobnie z tym, że będę cię ganiać. - mogła już brzmieć odrobinę nieprzytomnie, leki zaczynały działać na ośrodek mowy. Przygryzła policzek od środka, starając się przywołać trzeźwość. Tragedia z tymi lekami, musiały być jakieś mniej niebezpieczne w późniejszej fazie, zaraz po użyciu.
Powrót do góry Go down
Marco
Buntownik
Buntownik
avatar

Posty : 43

PisanieTemat: Re: Dach akademika   2/6/2016, 18:51

Odczekał chwilę, gdyby jednak dziewczyna chciała odpowiedzieć na jego pierwsze pytanie, jednak gdy tego nie zrobiła, Marco zaśmiał się, znów zerkając w jej stronę. Przez chwilę utrzymywał niejaki kontakt wzrokowy, a potem znów pociągnął papierosa i spojrzał w dół z dachu akademiku.
Dopiero gdy blondynka odezwała się ponownie, na licu Marco pojawił się nieprzyjemny grymas.
- Będziesz mnie ganiać? Uważaj, bo pewnego dnia mogę zniknąć jak biały zając, a ty wpadniesz do ciemnej nory, z której nikt cię nie wyciągnie. - warknął. "Alicja w Krainie Czarów" była jedną z niewielu książek, jakie Marco przeczytał. Właściwie on w ogóle nie przepadał za książkami. Zwykle kiedy otwierał książkę i widział więcej niż 10 linijek tekstu, zaczynał miewać dziwne palpitacje serca, brakowało mu oddechu, kręciło mu się w głowie i robił się senny. - Poza tym... nie wiesz, że jeśli będziesz mnie gonić, to ci ucieknę, K? Każdy ucieka, gdy jest ścigany. To tkwi w naszej naturze. - znów odwrócił się w jej stronę, tym razem obracając nie tylko głowę, ale całe ciało. Spoglądał na nią przez chwilę, zgniótł w palcach papierosa i wyrzucił go za siebie.
Nie umknęło jego uwadze, że dziewczyna wyglądała na dość przymuloną. Spojrzenie Marco wydało się nieco złagodnieć, choć gangster nadal wydawał się być znudzony.
- Usiądź, K.
Powrót do góry Go down
Keiko
Vice-przewodniczący
avatar

Posty : 22

PisanieTemat: Re: Dach akademika   2/6/2016, 19:12

- Jak nie zadowoli mnie odpowiedź, to nie odpuszczę. - westchnęła, nieco znużona patetycznymi odpowiedziami chłopaka. Nie wiedziała, że role mają się dzisiaj obracać o 360 stopni. Najpierw ona próbowała mu udowodnić, że nie jest głupia. Potem zniknęła. Następnie on ją gonił, teraz mówił takimi metaforami i patosami, że dziewczyna aż się musiała skupiać. I jeszcze chciał znikać, spryciarz! Wszystko jakoś tak się dziś obracało. Może wcale nie była dzisiaj Keiko? Może była tak naprawdę Kyou i miała jedynie swój umysł? Tego typu rozmyślania najwyraźniej nie były zbytnio zajmujące, bo po chwili dziewczyna olała swoje niezbyt ogarnięte rozmyślenia na rzecz lepszego wsłuchania się w wypowiedzi Niemca. "Zmiana ciała? Pf, miała tu lepsze rzeczy."
- Zresztą, to był królik - upomniała, nie mogąc się powstrzymać przed lekkim uśmiechem - Zając był marcowy. - dodała, unosząc brwi i lekko przechylając głowę. Dobrze znała książkę, adaptację filmową i bajkową. Uwielbiała wracać do Alicji, z którą czasem nawet się utożsamiała. Oczywiście, musiała mieć wtedy fazę na jakieś poetyckie heheszki, a to się zdarzało na szczęście względnie rzadko. 
- Ja tam bym nie uciekała, jakby mnie gonił mały kotek. Jakbym chciała umrzeć, to też bym nie uciekała i... No, nieważne. - miała rozwodzić się dalej, ale zrezygnowała, pewna, że nie byłaby to ważna wypowiedź. Dla ich relacji, dla niej, czy dla wszechświata w ogóle. Takie tylko bredzenie po lekach.
Usiadła, jak stała, pod drzwiami. Nie widziała w tym dłuższą chwilę absolutnie niczego dziwnego. A potem, kiedy zauważyła, to już nie miało znaczenia. Jak siedziała, to nie będzie wstawać, było jej wystarczająco wygodnie, żeby nie narzekać.
Powrót do góry Go down
Marco
Buntownik
Buntownik
avatar

Posty : 43

PisanieTemat: Re: Dach akademika   3/6/2016, 22:08

- Aha. - mruknął, a na jej upomnienie zmarszczył tylko nos i wzruszył ramionami. - Czy możesz choć raz przestać mieć rację? Wszyscy tutaj są tacy mądrzy i rozsądni. A ja jestem głupi i nic na to nie poradzę. - warknął pod nosem, ledwo słyszalnie.
Tak. On zdecydowanie nie lubił książek. Miał tak odkąd złapała go policja i zamknęła w zakładzie poprawczym na 3 miesiące. Marco miał wtedy 15 lat i przeczytał wiele książek wielkich myślicieli, czytał o rewolucjach, partyzantach i bojownikach o wolność, którzy odsiadywali wyroki w więzieniach, aresztach i miejscach takich jak to. Na papierze wydawali się herosami, ale on sam w tamtej chwili był tylko nagi, cały w sińcach i śmiertelnie przerażony. Książki kłamały.
- Mały kotek. - zaśmiał się pod nosem, dekorując lico ironicznym, choć trochę zdezorientowanym uśmiechem. Wyjął z kieszeni zapalniczkę, której wcześniej użył do papierosa i zapalił ją, ruszając palcem z jednej strony na drugą, wystarczająco wolno by płomień dotknął palca, ale jednocześnie wystarczająco szybko, by się nie oparzyć. - Czego właściwie w tej chwili oczekujesz? - tym razem nie podniósł na nią wzroku. Przez chwilę jeszcze bawił się ogniem, po czym zgasił zapalniczkę i położył ją na obskurnie szarym dachu. Dopiero teraz przypomniał sobie, że nie zjadł śniadania i był głodny. Problem w tym, że nie miał pieniędzy by coś sobie kupić, a w tych godzinach do kuchni przychodzili ważniejsi uczniowie i nauczyciele, którzy zdecydowanie nie byliby zadowoleni faktem, że Marco znów obijał lekcje. Nędza była demoralizująca. Nędza przygniatała i odstraszała. Rozluźniała świadomość i skracała perspektywę. Człowiek myślał tylko o tym, co będzie danego dnia jadł, za godzinę, za chwilę. Nędza było aspołeczna, niesolidarna. Tłum nędzarzy nigdy nie będzie solidarny. Wystarczy rzucić w ten tłum kawałek chleba - zacznie się bójka. Obrazy nędzy nie ciekawiły ludzi; nie budziły ich zainteresowania. Ludzie odruchowo odsuwali się od skupisk nędzy. Widocznie było w niej coś wstydliwego, coś poniżającego, jakaś sytuacja porażki, znamię klęski. Ale jego nie odstraszała - żył w niej właściwie od urodzenia, bo i jego rodzice nie byli bogaci i po ich śmierci nie szło mu to wszystko za dobrze. To znaczy, głównie kradł i sypiał na zewnątrz, upijał się i chodził na imprezy, na których jedzenie było darmowe. Gdyby był słabszej psychiki, zapewne już dawno rzuciłby to w cholerę, ale mieszkanie na ulicy nauczyło go jednego - nieważne, jak bolesne i ciężkie było życie, powinno się je cenić.
Powrót do góry Go down
Keiko
Vice-przewodniczący
avatar

Posty : 22

PisanieTemat: Re: Dach akademika   5/6/2016, 13:18

Zaśmiała się na jego wyrzuty. Nie był to jednak ironiczny, czy chamski chichot, jakim zwykła wybuchać po czyichś pretensjach za poprawianie. Oparła głowę o drzwi z lekkim uśmiechem.
- Racja to najlepsze, co mam. - powiedziała, wzruszając ramionami i nie zmieniając wyrazu twarzy. Ciekawe, że kiedy mózg jest poddany działaniu jakichś środków, zaczyna zupełnie inaczej podchodzić do niektórych spraw. Teraz wydawało jej się takie normalne, że stała na tym dachu i przerzucała się wraz z Marco poetyckimi tekstami. Normalnie przecież nienawidziła tego typu rozczuleń. Kiedyś, jasne, mogłaby nawet akompaniować. Po szpitalu jednak jakoś jej się odechciało, zabawa w poetę i artystę nie była dłużej dla niej.
Zamarła, kiedy zobaczyła płomień zapalniczki. Cóż, leki wciąż działały, więc w teorii się nie bała, ale ciało reagowało. Spięły jej się mięśnie, poczuła chęć uciekania. Jak zwykle, kiedy chodziło o płomienie. Nienawidziła ognia, bała się go i przebywanie w pomieszczeniu, gdzie mogła natknąć się na jego zgubny wpływ, jak ostre światło czy bardzo wysoka temperatura, nie należało do jej ulubionych. Ani nawet do tolerowanych, w końcu stąd chęć ucieczki! Dobrze więc, że Marco zgasił zapalniczkę dość szybko, inaczej zawiesiłaby się w walce z własnymi reakcjami.
Słowa chłopaka do niej nie dotarły. Widziała, że mówił, ale nie pamiętała co. Skupiła się na ogniu i jakoś wyleciało jej z głowy słuchanie Niemca. Wysiliła się więc, żeby znów wstać. Ziemia niebezpiecznie zawirowała, ale udało jej się nie przewrócić. A nawet zrobić kilkanaście kroków w dość płynnym tempie. Nie usiadła jak Marco, na skraju dachu, ale pod tym małym murkiem, który odgradzał bezpieczną powierzchnię od przepaści. Oparła się plecami o wspomnianą ściankę i spojrzała na chłopaka.
- Nic nie usłyszałam - zaczęła, kręcąc głową, po czym uniosła dłoń uspokajająco. - Ale teraz, jak siedzę bliżej, możemy pogadać o tym spojrzeniu. - dodała z uśmiechem, zadowolona, że udało jej się to powiedzieć niemal bez apatii w tonie. Tak, leki sprawiały, że zaczynała się zachowywać, jakby była pod wpływem czegoś. Dun widział, jak je brała, więc raczej powinien się zorientować. Chociaż, kto wie? Nawet jej rodzicom czasem ciężko było powiązać zachowanie córki z farmakoterapią.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dach akademika   

Powrót do góry Go down
 
Dach akademika
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Four Seasons - Cztery pory roku :: Szkoła :: Akademiki-
Skocz do: