Esencja życia i młodości. Przeżyj jeszcze raz wszystkie młodzieńcze przygody
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Shimizu Kaori

Go down 
AutorWiadomość
Kaori-sensei
Dyrektorka
avatar

Posty : 9

PisanieTemat: Shimizu Kaori    29/5/2016, 03:36

(Jak wam się nie chce czytać - a zakładam, że nie chce - to na dole jest skrótowiec ze wszystkimi istotnymi informacjami.)

* * *

27 maja. Piątek, piękny, słoneczny poranek. Godzina 8.00. 
Doktor Shintarou Kimura przyglądał się uważnie siedzącej przed nim kobiecie. Nie było to z jego strony natręctwo ani nieuprzejmość - ostatecznie wpatrywanie się w pacjenta stanowiło w zawodzie psychiatry jedną z podstawowych technik interpretacyjnych. Słowa były ważne, to nie ulegało wątpliwości, jednak równie istotne były także inne rzeczy - gesty, mimika, nawet sposób poruszania się. Niektórzy ludzie zachowywali się w sposób wystarczająco wyrazisty i jednoznaczny, by już przy pierwszej wizycie dało się z nich czytać jak z otwartej księgi, jednak jego nowa pacjentka stanowiła zupełnie inny typ człowieka. Trudny do rozgryzienia. Ale czyż wyzwania nie są tym, co czyni życie ciekawym?
Była ładna, niewątpliwie. Urodą nienachalną, wręcz wyciszoną, jednak wciąż pełną tej szczególnej, harmonijnej subtelności, która nieodmiennie cieszy zmysły potencjalnego obserwatora. Pełną klasy. Tak, pełna klasy - to określenie zdawało się doskonale oddawać powierzchowność jego pacjentki. Ubrana była mało krzykliwie, w popielatą garsonkę o prostym kroju i białą koszulę - ot, typowy uniform pani z biura, zachowawcza klasyka bez szczególnych znamion oryginalności. Przy bliższych oględzinach można było jednak zauważyć, iż żakiet oraz spódnicę uszyto na miarę ze świetnego gatunkowo materiału, zaś dyskretna biżuteria - drobne kolczyki i złoty zegarek na nadgarstku lewej dłoni - to nic innego jak czyste, dwudziestoczterokaratowe złoto. Strój wskazujący na kogoś, kto nie lubi obnosić się ze swoim statusem materialnym, lecz mimo wszystko wysoce ceni luksus. Upodobanie to widać było także w innych aspektach wyglądu kobiety. Ze swoimi pełnymi, kobiecymi kształtami i poważnym wyrazem twarzy z pewnością nie wyglądała na smarkatą nastolatkę, jednak jej cera była zaskakująco świeża i promienna, paznokcie wypielęgnowane, a czarne, ułożone w elegancki kok włosy - błyszczące i zadbane. Makijaż wykonano nienagannie, z precyzyjną dbałością o zakrycie wszelkich niedoskonałości, jednak mimo tego drobna twarz z wysokim czołem i drobnym podbródkiem nosiła już na sobie pewien ślad czasu. Nie krył się on jednak w zmarszczkach czy braku młodzieńczej elastyczności skóry - już raczej w pewnym rysie niezadowolenia czy też gorzkiego cynizmu, zaznaczającym się w dwóch delikatnych bruzdach koło drobnych ust. Shintarou zastanowił się przelotnie, jak piękną musiała się stawać twarz tej kobiety, gdy ozdabiał ją szczery, niewymuszony uśmiech. 
- Porozmawiajmy o tym, co panią do mnie sprowadza - zaczął pogodnym tonem, patrząc pacjentce prosto w oczy. W przeciwieństwie do wielu innych jego pacjentów, nie peszyła się i nie odwracała wzroku. Kolor jej oczu przywodził na myśl filiżankę gorącej czekolady, spojrzenie było jednak chłodne i zdystansowane. Oceniające. Próbuje mnie rozgryźć, uświadomił sobie lekarz z pewnym rozbawieniem. Tak samo jak ja próbuję rozgryźć ją.
- Rozpaczliwie potrzebuję pomocy, doktorze. - Ton jej głosu był ostry i rzeczowy, zupełnie nieadekwatny do błagalnej treści wypowiadanych słów. Ale ona nie prosiła. Po prostu stwierdzała fakt. - Mniemam, iż jako specjalista może pan coś na to zaradzić.
Lekarz uśmiechnął się krzepiąco i przestawił stojącą na stoliku klepsydrę w ten sposób, by piasek z górnej części zaczął przesypywać się w dół. Ziarenko po ziarenku. Powoli, choć nieubłaganie. Czterdzieści pięć minut, tyle trwała jedna sesja.
- Rozumiem. Proszę zacząć od początku. 

* * *

Kaori nie płakała, chociaż lekarz zapobiegawczo podsunął jej pudełko chusteczek. Opowiadała o wszystkim rzeczowo, zwięźle, bez drżenia w głosie, trochę obco, jakby jej głos pochodził z maszyny, a nie ludzkiego ciała. Jedyną oznaką emocji były jej palce - drżące, zaciskające się w nerwowym geście, przebiegające nieustannie po ubraniu, włosach, oparciu krzesła. Nie wiedziała, co z nimi zrobić. W końcu splotła je na podołku, by przestać. Ale wtedy z kolei zaczęła stukać obcasem buta o podłogę. Stuk, stuk. Znieruchomiała raptownie. Uspokój się. Wdech, wydech. Robisz to dla swojego dobra, pamiętaj.
- Pochodzę z dość zamożnej rodziny - zaczęła. - Moi rodzice byli i wciąż są tradycjonalistami... można powiedzieć nawet, że konserwatystami. Dom, w którym mieszkaliśmy, też zawsze był szalenie tradycyjny. Zamiast ścian mieliśmy fusuma i shouji, zamiast łóżek - futony. Do dzisiaj nic się w nim nie zmieniło. Żywy skansen, czyż nie, doktorze? Teraz mało kto buduje takie domy, chyba że chce przyciągnąć turystów. - Drobne usta Kaori wygięły się na chwilę w bladym uśmiechu, jednak i on po chwili zgasł. - Tradycja żywa była także w naszych rodzinnych relacjach. Matka zajmowała się przykładnie domem i dziećmi, ojciec spędzał całe dnie w firmie. Ja i brat prawie go nie widywaliśmy. Zna pan tę sieć aptek, dokorze? Shizuma Pharmacy? To własność mojej rodziny, podobnie jak koncern farmaceutyczny o tej samej nazwie. Cóż, miałam niegdyś ambicje, by pracować w jego laboratoriach. Rodziców to cieszyło. Ostatecznie posyłali mnie do najlepszych szkół, miałam mnóstwo dodatkowych zajęć... praktycznie całe swoje dzieciństwo pamiętam jako długie, bardzo długie pasmo nauki. Rzecz jasna, nie mam im tego za złe. - Kaori utkwiła w Shintarou długie, czujne spojrzenie. - Wręcz przeciwnie, swoje dzieci wychowuję tak samo. Edukacja jest niezwykle ważna, podobnie jak towarzysząca jej ciężka praca. - Chwila ciszy i lekkie zmarszczenie brwi, jakby w namyśle. - Przyznam, że mimo wszystko ambicje moich rodziców nigdy nie sięgały tak daleko jak moje. Dlatego też wiadomość o przyjęciu mnie na wydział farmaceutyczny Uniwersytetu Tokijskiego cała rodzina potraktowała zarówno z radością, jak i nieskrywanym zaskoczeniem. Nie protestowali, gdy oznajmiłam im, że nie zamierzam zakładać rodziny i poświęcić się całkowicie pracy naukowej. Być może zaakceptowali moją decyzję, być może zrzucali jej pochopność na mój młody wiek. Sama nie wiem. Byłam głupia, naiwna i wierzyłam, że dotrę na sam szczyt. Że zwojuję cały świat. Moje plany pokrzyżował jednak kolega z roku, Hiroto... wówczas jeszcze Watanabe Hiroto. 
- Hiroto? - podjął terapeuta, gdy po dłuższej chwili Kaori wciąż milczała, jakby nie wiedząc, jak dalej pociągnąć nić swojej opowieści. 
- Mój mąż, panie doktorze. To właśnie on uznał, że potrzebuję tej terapii.
Kaori westchnęła cicho i sięgnęła po szklankę wody. Od tego wszystkiego trochę zaschło jej w ustach.
Opowiadanie o swoim życiu nie było wcale tak proste, za jakie mogłoby uchodzić.


* * *

- Historia jakich wiele - wznowiła opowieść po dłuższej przerwie, uśmiechając się przy tym ironicznie. Nie był to ładny uśmiech. - Wypuszczona w szeroki świat dziewczyna pozwala się omotać pierwszemu z brzegu mężczyźnie, który staje jej na drodze. Jest przystojny i pewny siebie. Ma piękne dłonie, głęboki głos i wszystkie kłamstwa świata na swoje usługi. Oczywiście z marszu zawraca jej w głowie i mówi to, co każda kobieta chce usłyszeć. A kilka miesięcy później dziewczyna słyszy wyrok, który przekreśla całkowicie jej plany na przyszłość. Ambicje? Musi je rzucić w kąt i wydać na świat dziecko, którego wcale nie chce mieć. Robi to, bo jest dobrym człowiekiem. Bo tak nakazuje moralność. Bo świat nigdy by jej nie wybaczył, gdyby usunęła własnego syna, tak jak usuwa się nowotwór albo chory narząd. Chociaż, być może, przy takim scenariuszu wciąż byłaby mniejszym potworem niż jest teraz.
- Ależ... - zaczął lekarz, jednak Kaori nie pozwoliła mu dokończyć. Nie teraz, gdy słowa przedarły się już przez tamy największej intymności, w końcu wolne, wypuszczone na światło dzienne. Nawet gdyby chciała, nie potrafiłaby przerwać. Nie w tym momencie. 
- Zawsze... zawsze starałam się postępować moralnie. Tak mnie wychowano - w silnym przekonaniu, że honor jest najważniejszy. Ojciec mawiał, by niezależnie od wszystkiego wybierać sprawiedliwą ścieżkę, nawet jeśli jest ona trudniejsza i prowadzi pod górkę. Nauczyłam się przedkładać dobro innych ponad swoje. Nie jestem złym człowiekiem, doktorze. - Kaori podniosła wzrok, a jej ciało spięło się przy tym lekko, jakby w obronie przed spodziewanym uderzeniem. - Myślę, że w oczach innych uchodzę za dobrą osobę. Nie kłamię. Nie kradnę. Ale nie umiem kochać własnych dzieci i przeraża mnie to czasami tak bardzo, że boję się oddychać. - Zamilkła, chowając twarz w dłoniach. Jej drobnymi ramionami wstrząsnął szloch, jednak paradoksalnie w głębi serca czuła ogromną ulgę. 
Wyrzuciłam to z siebie.
To był pierwszy i prawdopodobnie ostatni raz, kiedy komukolwiek o tym powiedziała.

* * *

- Gdyby miała pani wymienić swoje największe wady...?
- Poza tymi, o których już mówiłam? Cóż. - Kaori zastanowiła się przez chwilę. Krótki wybuch rozpaczy pozostawił na jej policzkach wilgotne ślady łez, jednak o dziwo makijaż oczu pozostał perfekcyjny. - Jestem straszną pedantką. Myślę, że to trochę męczące dla innych, ale nieporządek sprawia, że się rozpraszam i denerwuję. Na przykład teraz, panie doktorze. Kołnierzyk pana koszuli jest niedoprasowany, widać na nim zagięcie. - Terapeuta sięgnął odruchowo w kierunku swojej szyi, ale Kaori mówiła dalej, nie przerywając. - Drażni mnie asymetria. Chaos. Niejasności. Muszę mieć wszystko poukładane - w domu, w pracy, w papierach. Wytykam nawet innym błędy gramatyczne i niechlujny akcent. Co jeszcze? Mąż twierdzi, że bywam apodyktyczna. Lubię stawiać na swoim, ale nie umiem zawierać kompromisów. Słaba byłaby ze mnie dyplomatka. Och, a propos. Nie umiem dobrze żadnego obcego języka, nigdy nie miałam do tego talentu. Za to mam spore skłonności do tycia - dodała po chwili z błyskiem rozbawienia w oku.
- Zupełnie tego po pani nie widać - zaśmiał się lekarz, ucieszony chwilowym rozluźnieniem atmosfery. - No dobrze, skupmy się teraz na czymś przyjemniejszym. Zalety. Na pewno ma ich pani wiele.
- Rodzina twierdzi, że dobrze gotuję - odparła Kaori, znów po krótkiej chwili namysłu. - Dbam o męża i dzieci. Tak mnie wychowano - w trosce o najbliższych. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Nawet w chwilach największego załamania nie rozważałam nigdy samobójstwa, bo wiem, jak wielkie odcisnęłaby piętno na mojej rodzinie. Już sama myśl o tym napawa mnie strachem i obrzydzeniem. Na ogół... na ogół staram się postępować właściwie. Być dobrym człowiekiem. Chyba mam też dobrą pamięć, tak sądzę. Pamiętam rozmowy sprzed lat i wiele innych, zapewne zupełnie już niepotrzebnych rzeczy. W pewnych aspektach może być to uznawane za wadę, ale czasem... czasem się przydaje.
Shintarou poprawił zjeżdżające z nosa okulary i pośpiesznie zanotował w myślach, by ze spotkań z panią Shimizu sporządzać możliwie jak najstaranniejsze notatki.
Nie wyglądała na kogoś, kto łatwo akceptuje niekompetencje ludzi, którym płaci.

* * *

Długo rozmawiali o dzieciach. Shintarou łatwo wyczuł, że to w tej kwestii tkwi źródło problemu. Prawdę mówiąc, nie trzeba było do tego jakichś specjalnych umiejętności. Czysty, prosty przypadek.
- Nigdy nie byłam złą matką, doktorze. Kiedy urodziłam Ryotarou, dbałam o niego. - Zawsze mówiła o swoich dzieciach bardzo oficjalnie, jednak złapała się na tym dopiero teraz. Ryotarou. Nigdy Ryo-chan. - Karmiłam go, gdy był głodny. Usypiałam, gdy budził się w nocy. Tuliłam, gdy płakał, szukając mojej obecności. Zawsze byłam przy nim, gotowa pomóc, postawić pierwszy krok. Wychowałam go jak umiałam najlepiej, wpajając mu te same wartości, jakie wyniosłam z rodzinnego domu. To dobre dziecko. - W jej oczach znowu zalśniły łzy. - Z Airi było podobnie. Ból przy porodzie, wielkie zmęczenie, a później... pustka. Nic. Jedynie poczucie obowiązku. Cóż za ironiczny paradoks - umiałam im dać wszystko, tylko nie matczyną miłość. 
- Dowiodła pani swojej miłości, opiekując się dziećmi - odparł łagodnie terapeuta. - Poświęcając im cały swój czas i uwagę. Tym właśnie jest matczyna miłość. Nie pustymi słowami, lecz czynami, które mówią same za siebie.
Kaori słuchała uważnie słów lekarza, jednak mimo swojej oczywistej logiki nie napawały jej otuchą. Niezależnie od wszystkiego... jestem potworem. Wynaturzeniem. Matką, która nie kocha własnych dzieci. Zrobiło jej się trochę zimno, choć nie potrafiła rozszyfrować, co jest tego przyczyną. Lekki niepokój. Straciłam poczucie czasu. Aby zająć czymś ręce, założyła za ucho zbłąkany kosmyk włosów i poprawiła się sztywno w fotelu, kontrolując przelotnie wskazówki złotego zegarka na przegubie swojej dłoni. - Wydaje mi się, że nasz czas dobiegł końca, doktorze. - Żeby musiała mu o tym przypominać, doprawdy. Przecież piasek w klepsydrze już dawno się przesypał.
- Będziemy kontynuować za tydzień. - Shintarou uśmiechnął się pogodnie, otwierając pacjentce drzwi. Miał wiele rzeczy do przemyślenia.
Kaori wyszła, wykonując na pożegnanie uprzejmy ukłon i życząc doktorowi miłego dnia, lecz nie potrafiąc odwzajemnić jego uśmiechu.
Jeszcze nie.

Była rozbita. Smutna. Wciąż nie wiedziała, jak przestać się bać oddychać. To bolało tak bardzo, że aż kłuło w płucach, tamując przepływ powietrza.
Czy kiedykolwiek przestanę nienawidzić osoby, jaką się stałam?
Pozostawało tylko mieć nadzieję.

* * *


Skrótowiec tudzież małe podsumowanie:
Dla MG oraz wszystkich tych, którzy chcą mieć jakieś pojęcie o Kaori, a na widok powyższej ściany tekstu reagują tradycyjnym tl;dr. 

Godność: Shimizu Kaori
Wiek: 35 lat
Zawód: Dyrektorka szkoły, udziałowiec w firmie Shimizu Pharmacy, wzorowa mama i żona na pełen etat.
Orientacja: Oczywiście heteroseksualna.
Miejsce zamieszkania: Duży dom z ogródkiem na przedmieściach.
Grupa: Personel
Ranga: Dyrektorka

Wygląd: 167 cm, 53 kg. Mimo 35 lat wciąż wygląda dosyć młodo, głównie dlatego, że bardzo o siebie dba. Ma ładną cerę, paznokcie i włosy. Ogólnie cała jest ładna, w taki klasyczny, azjatycki sposób - ciemne włosy, ciemne oczy, jasna cera, drobna buzia. No i dobrze się ubiera. Kobieta z klasą.

Charakter: Ma silne poczucie moralności i obowiązku; jest honorowa i sprawiedliwa, czasem aż do przesady. Uwielbia ład i porządek, co niekiedy przeradza się w nieznośny pedantyzm. W oczach społeczeństwa uchodzi za wspaniałą matkę, świetną dyrektorkę i ogólnie wzór cnót wszelakich. Jak zwodnicza jest jednak ta idealna maska, wie jedynie najbliższa rodzina Kaori. Oraz jej psycholog.

Historia: Pochodzi z zamożnej, konserwatywnej rodziny. Prawie nie miała dzieciństwa, bo rodzice trochę za bardzo skupiali się na jej edukacji, katując dziecko rzeczami w stylu lekcje skrzypiec czy korepetycje ze wszystkich przedmiotów, ale dzięki temu dostała się po liceum na prestiżowy Uniwersytet Tokijski. Tam też poznała swojego przyszłego męża, Hiroto. Ich miłość zakwitła szybko acz niespodziewanie, owocując przyjściem na świat małego Ryoutarou. Ten mało korzystny dla ambicji Kaori splot wydarzeń zaowocował przymusem zarzucenia przez nią kariery naukowej i stania się przykładną żonką. Cóż zrobić. Po kilku latach w domu państwa Shimizu (mąż przyjął nazwisko rodowe żony) pojawił się drugi brzdąc, tym razem dziewczynka - Airi. Aktualnie dzieci mają odpowiednio 12 i 7 lat. Kaori po odchowaniu ich do wieku mniej więcej szkolnego postanowiła zająć się w życiu czymś bardziej kreatywnym niż gotowanie mężowi obiadów i zatrudniła się w miejscowym liceum jako nauczycielka chemii. Ostatnimi czasy szczęśliwy zbieg okoliczności (wsparty odpowiednimi znajomościami) zaowocował otrzymaniem przez Kaori posady dyrektorki tejże zacnej placówki. Jak poradzi sobie z tym zadaniem, czas pokaże.

Mocne strony:
- Ma naprawdę świetną pamięć
- Jest doskonale wychowana i zna wszelkie zasady savoir-vivre - szansa, iż palnie jakąś gafę w towarzystwie, jest bliska zeru
- W jej otoczeniu zawsze panuje ład i porządek
- Jest troskliwa i uważna; można na niej polegać w praktycznie każdej sytuacji
- Dobrze gotuje, zwłaszcza jeśli w grę wchodzą tradycyjne, japońskie potrawy

Słabe strony: 
- Bywa drażliwa i łatwo się irytuje, zwłaszcza gdy coś idzie nie po jej myśli
- Bywa apodyktyczna i nie potrafi zawierać kompromisów
- Nigdy nie nauczyła się porządnie żadnego języka obcego i nie umiałaby się dogadać z żadnym obcokrajowcem
- Mimo świetnej pamięci jej możliwości umysłowe nie są tak naprawdę zbyt duże; mało kto o tym wie, ale dobre oceny w szkole i na studiach zawdzięcza głównie kuciu na tak zwaną blaszkę

Ciekawostki:
- W posiadaniu rodziny Shimizu jest obecnie koncern farmaceutyczny oraz powiązana z nim popularna sieć aptek, Shimizu Pharmacy. Kaori teoretycznie zasiada w zarządzie, podobnie jak ojciec i brat, jednak faktyczną władzę w firmie pełni jej pewny siebie i zaradny mąż. Po śmierci teścia prawdopodobnie przejmie całkowicie kontrolę nad rodzinnym interesem.
- Zdrowo się odżywia, głównie dlatego, by zachować szczupłą sylwetkę - ma lekką tendencję do tycia.
- Jest estetką. Przywiązuje ogromną uwagę do swojego wyglądu, lubi przebywać w pięknych pomieszczeniach i kupować ładne przedmioty.
- Jednym z jej guilty pleasures są przedstawienia Takarazuki, na które chadza z matką albo koleżankami z pracy.
- Jej ulubionym napojem jest zielona herbata.
- Nie jest specjalnie religijna, ale przywiązuje ogromną wagę do japońskich świąt i festiwali. Jednocześnie z niechęcią odnosi się do wszelkich tradycji przyniesionych z zachodu, np. Bożego Narodzenia.
Powrót do góry Go down
Yosuke
Vice-przewodniczący
avatar

Posty : 42
Age : 20

PisanieTemat: Re: Shimizu Kaori    29/5/2016, 12:15

Powrót do góry Go down
 
Shimizu Kaori
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Four Seasons - Cztery pory roku :: Zaakceptowane Karty Postaci-
Skocz do: