Esencja życia i młodości. Przeżyj jeszcze raz wszystkie młodzieńcze przygody
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Bjarni Elrikdottir

Go down 
AutorWiadomość
Bjarni
Artystka
avatar

Posty : 40

PisanieTemat: Bjarni Elrikdottir    30/5/2016, 20:10

Imię i Nazwisko: Bjarni Elrikdottir

Wiek: 19 lat.

Waga: 65 kg.

Wzrost: 172 cm.

Zawód: Uczeń.

Orientacja: Mocno nieokreślona.

Miejsce zamieszkania: Akademik.

Grupa: Zima.

Ranga: Artystka.

Klub: Kulturowy oraz literacki.
 
„Dźwięk włączanych reflektorów roznosi się echem po pustej, cichej sali. Drobinki kurzu niczym delikatny, wieczny śnieg przelatują leniwie w strumieniach światła. Zza ściany słychać  przytłumiony jazz, który przywodzi na myśl dym papierosowy i letni, ciepły wieczór.
Na scenę wchodzi ona: świetliste promienie najpierw obejmują jej lśniące, jasne włosy, potem zsuwają się po wypukłości czoła, przez chwilę spoczywają na długich rzęsach i prostym nosie z małą ilością piegów, małych, lecz pełnych wargach koloru brzoskwini…
Zapala się ostatni reflektor, oświetlając w pełni postać drobną, lecz zgrabną, o figurze klepsydry, drobnych dłoniach i szczupłych rękach…”

 
- Nie, nie nie – mruknęła do siebie Bjarni, drapiąc się końcówką długopisu po głowie pokrytej dużą ilością zgolonych na krótko ciemnych włosów.  – Tak nie może być. Przesadzone. Reflektory? Na pustej sali? – Cmoknęła z niezadowoleniem, rzuciła długopis na biurko i przeciągnęła się, rozciągając długie (bo aż 172 centymetrów od stóp do głowy), atletyczne ciało. Strzyknęło jej przy tym kilka kręgów (albo czegoś innego – jeśli chodzi o budowę człowieka, znała się tylko na tej zewnętrznej), co skwitowała cichym chichotem.
Przekręciła się na obrotowym krześle, wstała i sprężystym krokiem skierowała się do łazienki. Przy myciu rąk uważnie zlustrowała swoją twarz wzrokiem, licząc na pojawienie się jakiejś nowej, pięknej cechy, takiej jak urocze piegi  czy dłuższe rzęsy. Niestety pisanie o pięknej dziewczynie nie uczyniło jej samej urodziwszą. Ciągle miała ten sam nieco zbyt wąski nos, te same oczy koloru nieokreślonej żółci wymieszanej z brązem i te same nieogarnięte brwi, których pielęgnacja i skubanie znudziły jej się dawno temu. Nie mogła jednak narzekać na jedno – usta. Te były naprawdę świetne – pełne, kształtne i powabne – najlepsza cecha jej twarzy. Zaraz pod nimi zaczęło się jednak wylęgać małe przekleństwo – pryszcz. Podniosła swoje duże, silne dłonie i pacnęła go kilka razy palcem wskazującym, jakby miało to w jakiś sposób pomóc, po czym przeszła do klasycznej czynności nr 2, czyli oględzin fałd brzusznych, a raczej ich braku. Jako, że w tym obszarze nic się nie zmieniło, odwróciła się z zamiarem wyjścia na korytarz, raz jeszcze zerkając do lustra, aby ocenić tylne części ciała. Z zadowoleniem klepnęła się w pośladki i skierowała swe kroki z powrotem do pokoju. Następnym krokiem była kolacja.
Otworzyła swoją szufladę skarbów, wyjęła z niej kilka ryżowych krakersów, słoik dżemu i sfatygowaną małą łyżeczkę i zabrała się do spożywania posiłku.
Już miała zacząć jeść, kiedy zadzwonił telefon.
 
 
Nieco podirytowana odebrała go. Dzwonił kolega.
- Bjarni, Ty klucho ziemniaczana! Gdzie jesteś?
Dziewczyna zmarszczyła brwi, przeczesując umysł w poszukiwaniu miejsc, w których mogłaby teraz być. Nic mądrego nie przyszło jej na myśl.
- Em… W domu? – Zaryzykowała.
- A ja w kawiarni. Od 15 minut. Bez ciebie. Kupiłem nawet tę cholernie drogą kawę, bo nie można siedzieć bez zamówienia!
A, no tak. Teraz sobie przypomniała. No cóż, nie jej wina, że była taka zapominalska. To rodzice przekazali jej całą pulę okropnych cech, których sama sobie przecież nie wybrała.
- O kurczę! Stary, sorki. Wiesz przecież, że jestem spóźnialska. Pewnie już ci opowiadałam opowieść o tym, jak to nasz ród słynie ze zjawiania się z kilkugodzinnym opóźnieniem? Na pewno. Ale i tak przypomnę. Kiedyś, w zamierzchłych czasach nasza rodzina i dwie inne pokłóciły się o to, które owce były czyje. Kłócili się i kłócili, aż w końcu umówili się na walkę. Ten, kto wygrał, miał zyskać prawa do owiec. Mieli przyjść na piątą, ale chcieli wyglądać jak najlepiej. Zbierali się i zbierali, a kiedy przyszli, to…
- Owce wilki zjadły. Wiem. Znam tę historię. Nie wierzę też w jej prawdziwość, bo  ostatnio owce były kozami, a spotkanie było o siódmej. Fajnie, że jesteś taka kreatywna, ale szkoda też, że tak kłamiesz, kłamczucho nieczysta.
Bjarni westchnęła. Jego nie dało się oszukać. Musi wymyślić jakąś inną, bardziej wiarygodną historię.
- Dobra, posłuchaj. Już lecę. Wezmę dżem. Kocham. Całuję. Wróć do domu wcześnie, powieś pranie, synku i nie zapomnij o… - Jej strumień słów przerwało krótkie „pa” i dźwięk rozłączania się.
Mógł ją posądzać o co chce, ale jej urok i charyzma nigdy nie pozwolą mu od niej odejść. Nigdy!
Zaśmiała się złowieszczo i wybiegła z pokoju, po drodze zabierając płaszcz.
Jej pośpiech może trwałby długo i do skutku, gdyby nie te wszystkie kotki i pieski, i ludzie, i kolory, i budynki, i hałasy!  Nie mogła przepuścić tylu okazji do robienia zdjęć. Niektóre wrzuciłaby na swojego bloga, inne powiesiła na ścianie (bo to teraz modne), z innych może zrobiłaby takiego małego, prywatnego zina.  Tyle pomysłów w jej głowie, a tak mało chęci do późniejszej ich realizacji.
Mimo iż droga do kawiarni nie była długa, Bjarni dotarła na miejsce dopiero po dwudziestu minutach. Kolega ewidentnie miał już dosyć kawy i kelnerek rzucających podejrzliwe spojrzenia, więc uśmiech, którym ją powitał, był, podobnie jak jego kawa, chłodny.
- No, dziękuję, że wreszcie się pojawiłaś. Ileż można cze… - Jego narzekania zostały przerwane przez dziewczynę, która z radosnym uśmiechem zaczęła paplać.
- Spokojnie, nerwusie. Teraz narzekasz, ale jak Ci pokażę te wszystkie piękne istoty, które napotkałam, to mi podziękujesz, że mogłeś zastanawiać się nad swoją egzystencją przez dodatkowe pół godziny. – Po tych słowach Bjarni wyciągnęła telefon i skierowała go w stronę osobnika płci męskiej, który nie wyglądał, jakby miał ochotę na podziwianie sztuki.
- Nie, jedyną rzeczą, za jaką podziękuję, będzie oglądanie twoich pseudoartystycznych ujęć.
Uśmiech Bjarni zgasł z prędkością większą, niż światła (czyli całkiem szybko). Zmrużyła oczy i wycelowała palec wskazujący w stronę znajomego, niczym rycerz przygotowujący się do ostatniego ciosu (a przynajmniej tak to opisała w myślach).
- O TY! Tyle razy ci mówiłam, żebyś przychodził później, kiedy się ze mną umawiasz, a ty zawsze, ZAWSZE przychodzisz na czas, a potem się na mnie denerwujesz. PO PROSTU DODAJ PÓŁ GODZINY do tej UMÓWIONEJ godziny i będzie spokój. Panie mądralo. Phi. Mądry się znalazł. Łatwo mówić. Na czas. Pseudoartystyczna. Ja. Kto to słyszał. – Jej narzekania powoli zlewały się w mało zrozumiałe mruczenie pod nosem. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i odwróciła wzrok, całkiem wyraźnie sugerując, że jest obrażona.
- Ej no, Bjarni. Weź przestań. Przepraszam, że nazwałem twoje zdjęcia pseudoartystycznymi, ale, kurczę, ile można czekać? Nie musisz zaraz się o wszystko obrażać. Chociaż, po co ja ci to mówię… Wiadomo, że i tak obrazisz się na mnie jeszcze dzisiaj z 600 razy, bo najwyraźniej fochy sprawiają ci przyjemność.
Bjarni próbowała mieć poważną minę, ale pomyślała chwilę nad słowami kolegi i na jej ustach powoli wykwitł uśmiech.
- No dobra, znasz mnie. Chodźmy stąd, bo te kelnerki wydają się wywiercać mi dziurę w karku.
Znajomy kiwnął głową, wstali. I wyszli.

Mocne strony
- Przedmioty plastyczne,
- Języki,
- Historia sztuki
Słabe strony:
- Matematyka,
- Geografia,
- Chemia,
- Wszystkie przedmioty ścisłe.
Powrót do góry Go down
Aoyama
Lolita
Lolita
avatar

Posty : 102

PisanieTemat: Re: Bjarni Elrikdottir    30/5/2016, 22:43


+

Powrót do góry Go down
 
Bjarni Elrikdottir
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Four Seasons - Cztery pory roku :: Zaakceptowane Karty Postaci-
Skocz do: